Kalendarium

08-12.05.2017 · FESPA, Hamburg

25-28.09.2017 · Labelexpo Europe, Bruksela

10-12.10.2017 · Digital Content Expo, Berlin

18-20.10.2017 · Viscom, Düsseldorf

14-16.11.2017 · InPrint, Monachium

Gospodarskie znaki czasu

Data publikacji: październik 2010

Cztery polskie miasta - Warszawa, Poznań, Gdańsk i Wrocław, gospodarze Euro 2012, zaprezentowały swoje znaki na tę okazję. I dobrze im tak. Co tu dużo gadać - zmierzamy do kiczu szybciej niż się zdawało.

 

Jeden z moich kolegów ironicznie zdefiniował nawet nową wykładnię "logo" jako „dowolny w formie i treści obraz bez sensu, funkcji czy jakiejkolwiek konotacji; niepowiązany logicznie, semantycznie ani estetycznie z tym, co symbolizuje; synonim tandety; słowa bliskoznaczne: bazgroł, bohomaz, kicz, nonsens."

W porównaniu ze znakiem samego Euro 2012, ludycznego i kontestowanego za nadmiar i ozdóbkowość cepeliadową, te nowe cztery znaki (no może poznański mniej),  dosięgnęły kolejnego poziomu wydobywczego, włażąc wprost w klipartową łobrazkowość. Te łobrazki szumnie zwane "logo" nic tak naprawdę nie mają z owym terminem, poza jedną rzeczą - pełnieniem jego funkcji. To takie p.o. logo. A jak wiadomo pełniący obowiązki nie musi nic poza pełnieniem.

 

Czytam na forach graficznych gromy, przekleństwa i utyskiwania na poziom polskiego dizajnu na zmianę z oskarżeniami o tego dizajnu deprecjonowanie - i zgadzam się z tym. Ale jest i druga strona medalu: kibice. I tu jest już nie tylko odwrotnie, ale i śmiesznie. A i daje to do myślenia projektantom i decydentom, wróć - powinno dawać. To co przez grafików zostało wypunktowane jako najgorsze – czyli owa klipartowość ludyczna w kiczowatym stylu - podoba się kibicom. Ale, uwaga, podoba się dlatego, że pozwala rozróżnić, jakie to miasta. Zatem Neptun, Syrenka i Most Grunwaldzki są wybierane jako najlepsze przez kibiców i dokładnie odwrotnie przez grafików oceniane jako najgorsze. Poznań ze swoim logo w opiniach grafików jest ciut lepszy od reszty miast, bo dostrzegają oni tu jakąś ideę i myślenie, ale na forach kibiców spada poniżej, bo najgorszy, nieczytelny, pojawiają się nawet skojarzenia z love parade.

 

Czy mam pretensje to kibiców o takie oceny? Raczej nie, bo taka jest rzeczywistość i gusta moderowane przez kicz w mediach, braki w kształceniu plastycznym i wyrabianiu gustów na poziomie szkoły podstawowej. Pretensje można mieć za to do decydentów, którzy miast trzymać jakiś poziom, idą pod publisię i to na dodatek tę jej część mniej wyrobioną estetycznie. Jednym słowem mamy badziew.

 

Czy warto rozdzierać szaty o jakieś tam znaczki? Może tak, bo to jednak również obejrzą ludzie spoza naszej wsi i zakodują sobie tą przaśność jako etykietkę Polski. A może nie warto, bo w końcu są ważniejsze rzeczy niż dizajn: dziura budżetowa, walki partyjnych kogutów, pytanie czy zdążymy wybudować kolejny kilometr drogi itp.

Dziwi mnie tylko jedno, a nie powinno, bo swoje lata mam: Wszyscy prezydenci miast są jednocześnie mecenasami sztuki wyższej - czy ręce im nie drżały z zażenowania, że trzymają taką prezentację? To pytanie szczególnie kieruję do prezydenta Dutkiewicza, tak z racji sentymentu do Wrocławia, jak i najgorszego - moim zdaniem i nie tylko - kliparta.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Foto:  2012.org.pl

« poprzedni   |   następny » « wróć

Komentarz miesiąca

Z zaskoczenia!

Gdy wracamy do pracy po wakacyjnych wojażach, automatycznie nie musi odżywać w nas rutyna dnia codziennego. Także i my w każdym wydaniu VISUAL COMMUNICATION staramy się o świeżość spojrzenia i zaskoczenie Was, Drodzy Czytelnicy, nowym podejściem do komunikacji wizualnej.

Reklama