Kalendarium

08-12.05.2017 · FESPA, Hamburg

25-28.09.2017 · Labelexpo Europe, Bruksela

10-12.10.2017 · Digital Content Expo, Berlin

18-20.10.2017 · Viscom, Düsseldorf

14-16.11.2017 · InPrint, Monachium

Świetlna świetność

Data publikacji: kwiecień 2015

 

Wydawać by się mogło, że neony to przestarzały nośnik reklamy, rodem z czasów PRL. Nic bardziej mylnego. Instalacje świetlne są coraz częściej obecne na ulicach polskich i europejskich miast. Co więcej, neony stają się bohaterami filmów, konkursów oraz wystaw. W Warszawie powstało specjalne muzeum, które w całości poświęcone jest właśnie tej tematyce. Popularność tej formy reklamy cały czas rośnie. Być może już niedługo polskie zaułki, skwery i aleje rozbłysną feerią neonowych barw.

 

Dominika Grzyb

 

Nazwa tego narzędzia komunikacji wizualnej wzięła się od gazu szlachetnego, którym wypełniano szklane rurki. Prąd elektryczny przepuszczany przez nie sprawiał, że zaczynały one świecić. I właśnie w taki sposób 113 lat temu rozpoczęła się barwna historia tych świetlnych instalacji. Francuski inżynier i chemik Georges Claude, uważany za wynalazcę lampy neonowej, w 1915 roku ją opatentował, a już 7 lat później sprzedał pierwszą z nich – szyld kalifornijskiego dealera aut Packard. Potem z biegiem lat coraz więcej miast na całym świecie rozbłyskało kolorowymi światłami neonów, a moda ta przyszła również nad Wisłę.

 

Polska szkoła neonowa

Największe neonowe szaleństwo w naszym kraju przypadło na lata PRL-u. Szara miejska rzeczywistość inspirowała największych polskich grafików oraz architektów, takich jak Tadeusz Gronowski, Eryk Lipiński czy Bohdan Lachert.  Powstał nawet osobny zawód, tzw. „neoniarz”, czyli osoba, która zajmowała się tylko i wyłącznie tworzeniem tego typu instalacji. Najstarszym „neoniarzem” ze stolicy jest Stanisław Paradowski, autor reklamy świetlnej firmy GalSkór, która 19 lipca 2014 roku ponownie rozbłysła na ul. Andersa w Warszawie. Ponownie, ponieważ przez wiele lat była wyłączona z użytku i zarosła kurzem oraz brudem. Ciężko było rozpoznać w niej piękny limonkowy neon aż do momentu, gdy zajęły się nim Grupa M20 oraz PaństwoMiasto, współtworzące projekt „Neony Muranowa”. Polega on na przywracaniu stolicy jej zapomnianych fragmentów architektonicznych, jakimi są też reklamy świetlne. To jednak nie jedyna warszawska akcja, dzięki której możemy znów spojrzeć na rozświetlone neony, których lata świetności dawno już przeminęły.

 

Odrestaurowane eksponaty

Od 2012 roku w Warszawie działa również Neon Museum, mieszczące się w Soho Factory. Swoje otwarcie miało właściwie rok wcześniej w czasie Nocy Muzeów w starej cukierni w jednej z kamienic na Pradze. To miejsce nie stało się jednak jego siedzibą. Założycielami muzeum są Ilona Karwińska oraz David S. Hill, na co dzień pracujący w Londynie. Ich historia z neonami zaczęła się w ciekawy sposób – 10 lat temu przyjechali do Polski na święta. David zwrócił uwagę na ogromny, aczkolwiek niedziałający neon „Dancing”, który umieszczony był na dawnym hotelu Warszawa. A to już wprawiło magiczne koło w ruch. Para na początku robiła neonom zdjęcia, potem zaczęła zbierać porzucone gdzieś na podwórkach instalacje. Czasem ratowali te, które miały zostać usunięte. Ze zdjęć powstawały albumy oraz wystawy prezentowane w Londynie. Gdy ich projektem zainteresowała się polska prasa postanowili przetransportować neony do kraju i znaleźć dla nich odpowiednie miejsce.  

 

Akcent wielkopolski

Nie tylko w warszawskiej Factory Soho można oglądać nasze rodzime neony. Także w Muzeum Narodowym w Poznaniu trwa wystawa pod tytułem „Nocny Poznań w blasku neonów”. Zaprezentowane są tam reklamy świetlne od okresu międzywojennego począwszy. Wyeksponowano także te neony, które – po latach zapomnienia – odremontowano i przygotowano do ponownego uruchomienia na poznańskich ulicach. Wystawa trwa do 17 maja br.

 

Mistrz w swoim fachu

Pozostając w stolicy Wielkopolski, nie można zapomnieć o ikonie neonowej branży, czyli o Piotrze Heinze. Jest zawodowym „neoniarzem”, tak jak wcześniej wspomniany Stanisław Paradowski. Co więcej, do dziś nieustannie od 57 lat zajmuje się produkcją reklam świetlnych w Poznaniu. W jego dorobku jest ponad 2500 neonów, od malutkich form o wielkości 8 cm, po tak ogromne, jak całe budynki. „Jeden z największych neonów, który mile wspominam, to reklama restauracji Adria. Instalacja była większa od budynku, na którym była umieszczona. Trzeba by dobudować piętro budynku, aby ten neon się zmieścił. To była jedna z piękniejszych reklam” – mówi Piotr Heinze. Obecnie w Poznaniu tworzy się głównie mniejsze instalacje świetlne, których produkcja zajmuje około tygodnia. Te duże odeszły już raczej do historii. Kiedyś, aby powstały, potrzebne było bardzo wiele osób. Dziś ta liczba ogranicza się do trzech, czyli do szklarza, wytwarzającego rurki, napełniane gazem szlachetnym; ślusarza, który podgrzewa i wygina owe rurki w odpowiednie formy oraz tworzy podkłady literowe, dzięki którym neon widoczny jest również w dzień; a także elektryka, który łączy to w jedną całość. Wszystko zaczyna się jednak od rozrysowanego projektu graficznego.

 

Warszawskie kontrowersje neonowe

Właśnie projekty neonów można było zgłaszać dwa lata temu do konkursu „Neon dla Warszawy”. Plebiscyt rozstrzygnięto co prawda w maju 2013 roku, ale nie sposób o nim zapomnieć, gdy mowa o reklamie świetlnej. Konkurs zorganizowało Muzeum Neonów oraz grupa energetyczna RWE. Jury wybierało spośród nadesłanych zgłoszeń 5 finałowych prac, a zwycięzcę wyłaniali już internauci. I tu zaczęły się schody. Głosami użytkowników Internetu pierwsze miejsce zająć powinien projekt „Słoiki” stworzony przez grupę Designlab. Nie doczekał się on jednak realizacji, która była główną nagrodą w konkursie. Okazało się, że część głosów na ten neon oddali internauci zza granicy, co było niezgodnie z regułami plebiscytu. Co więcej, wzbudził on sporo kontrowersji wśród samych warszawiaków. Wzburzenie wywołał fakt, że neon, który miał być symbolem stolicy, nie nawiązuje do tradycji miasta czy jego rdzennych mieszkańców, a raczej do studentów przyjeżdżających z innych stron Polski, zwanych potocznie słoikami. Ostatecznie, po odjęciu nieważnych głosów projekt zajął trzecie miejsce. Wyprzedzili go Mariusz Lewczyk z neonem „Miło cię widzieć”, awansując z drugiej pozycji na pierwszą oraz grupa liniaprosta z pracą „+48 22”, plasując się na drugiej lokacie. Zwycięski neon umieszczony został na warszawskim Moście Gdańskim 22 czerwca 2014 roku. Również projekt „+48 22” został zrealizowany. Dzięki zbiórce pieniędzy na platformie wspieramkulture.pl neon zawisł 26 lipca 2013 roku nad wejściem do kawiarni państwomiasto. Obydwie instalacje wzbudzają raczej uśmiech, niż kontrowersję.

 

Oscary neonowe

Dawnymi polskimi neonami już nie jeden raz zachwycano się zagranicą. O instalacjach znad Wisły mówiono na przykład na stronie BBC News, podkreślając ich role w rozświetlaniu szarej PRL-owskiej rzeczywistości lat 50-tych. Według dziennikarzy stacji, w Polsce od przeszło pół wieku trwa proces „neonizacji”. I chyba coś w tym jest. Mimo, że przez moment zainteresowanie reklamami świetlnymi spadało i wiele neonów lądowało na śmietniku, to od jakiegoś czasu popyt na nie ponownie wzrasta. Tę tendencję potwierdza chociażby fakt, że wrocławskie neony wykorzystano jako scenografię w niedawno nagrodzonym Oscarem filmie „Ida”. Poszukiwano instalacji, które swoim charakterem będą pasowały do Łodzi lat 60-tych. Znaleziono je w stolicy Dolnego Śląska. Scenografowie „Idy” wykorzystali trzy neony – z liter „Modny Strój” stworzyli napis „Odys”, z „Kina Warszawa” wzięli „Kino”, a „Kwiaty” pozostały „Kwiatami”. Instalacje udostępniła od kilku miesięcy działająca wrocławska fundacja Neon Side, gromadząca reklamy świetlne przy ul. Ruskiej.

W tym wypadku neony były jednak „tylko” elementem scenografii. W przypadku filmu dokumentalnego „Neon” w reżyserii Erica Bednarskiego stały się one głównym bohaterem. Autor, rozmawia z twórcami instalacji świetlnych, dzięki czemu przybliża widzowi historię tej formy reklamy w Polsce – od dwudziestolecia międzywojennego po „odwilż”. Porównując współczesne zdjęcia budynków oklejonych banerami z dawnymi ulicami rozświetlonymi wielobarwnymi neonami, próbuje uświadomić odbiorcom, że piękno Warszawy, bo to właśnie ze stolicy pochodzą zdjęcia, zatracone zostało przez przesyt reklamy komercyjnej.

 

Czas na neon?

Współczesna produkcja instalacji świetlnych jest dużo prostsza i tańsza niż kiedyś. Dzięki rozwojowi technologii neony nie ulegają tak szybko uszkodzeniom mechanicznym, są dużo trwalsze i wydajniejsze. Nowe reklamy świetlne wyglądają praktycznie tak samo, jak te dawne. Znajdują wielu nabywców i fanów. Jednak nie mają już „tego czegoś”, tej „duszy”, którą miały stare instalacje. Ale to może dlatego, że teraz rzeczywistość jest bardziej kolorowa i nie trzeba jej już aż tak ubarwiać.

« poprzedni   |   następny » « wróć

Komentarz miesiąca

Z zaskoczenia!

Gdy wracamy do pracy po wakacyjnych wojażach, automatycznie nie musi odżywać w nas rutyna dnia codziennego. Także i my w każdym wydaniu VISUAL COMMUNICATION staramy się o świeżość spojrzenia i zaskoczenie Was, Drodzy Czytelnicy, nowym podejściem do komunikacji wizualnej.

Reklama