Kalendarium

17-18.09.2020 · Retail Summit, Warszawa

18-20.11.2020 · Fast Textile, Nadarzyn

24-26.11.2020 · InPrint, Milan

12-14.01.2021 · Viscom, Düsseldorf

12-15.01.2021 · Heimtextil, Frankfurt

Panorama chaosu

Data publikacji: Marzec 2012

Tekst: Robert Wieczorek

 

Nie będę odkrywał Ameryki jeśli powiem, że billboard reklamowy jest najłatwiejszą, a zarazem najtrudniejszą z form reklamy wizualnej. Najłatwiejszą, bo o ile zna się kilka podstawowych zasad dotyczących projektowania i przestrzega się ich w miarę ściśle, choć niekoniecznie zbyt rygorystycznie, to nic nie powinno pójść źle. Te zasady to: prostota kompozycji, homogeniczność przekazu, elementarny porządek, dobra ilustracja (zdjęcie bądź grafika), czytelne liternictwo, harmonijna i uzasadniona formą i treścią kolorystyka.

 

 Bo jeżeli coś pójdzie źle podczas projektowania, a jedna z zasad zostanie w sposób bezrefleksyjny złamana, albo – częściej – naciągnięta poza granice dobrego smaku, to wtedy okaże się, że billboard reklamowy jest najtrudniejszą, najbardziej niewdzięczną formą przekazu. Bo każdy błąd widać jak na dłoni. I nie można tu mówić o „małych” błędach; nie w przypadku ekspozycji na kilkunastu metrach kwadratowych. A jeśli jedną z zasad jest czytelność przekazu, inną – elementarny porządek, a jeszcze kolejną – odpowiednio dobrane liternictwo i kolorystyka, to zobaczmy w jaki sposób zasady te uległy pseudotwórczemu przetworzeniu i zanegowaniu w przytaczanym dzisiaj przykładzie. Widzimy tutaj pięć elementów komunikatu reklamowego: zdjęcie (będące nośnikiem informacji), logo wraz z nazwą marki, hasło reklamowe, USP i adres strony internetowej. Już od razu widać, że to ostatnie można sobie było darować; mało kto jest w stanie skorzystać z tej informacji podanej na tym rodzaju nośnika. A zaręczam, że adres strony www, choć prosty i logiczny, jest absolutnie niemożliwy do zapamiętania i prawidłowego odtworzenia później w warunkach „domowych”, czyli kiedy wreszcie zasiądziemy przed komputerem. Być może chodziło tu raczej o podanie informacji, że reklamowana marka własną stronę w sieci posiada, a jak ktoś będzie dostatecznie dociekliwy, to przy pomocy wyszukiwarki jakoś ją sobie znajdzie. Tylko... po co o tym pisać na billboardzie, w dodatku wprowadzając w liternictwo dodatkowy element chaosu i dając napis w kontrze, na zdjęciu? Właściwie jedno, co rzuca się w oczy w prezentowanym przypadku – to panorama chaosu w obrębie liternictwa. Mamy tu pełen przegląd wszystkich możliwych błędów. Po pierwsze – jeden napis w kontrze, pozostałe nie. Po drugie – czcionka niby do siebie podobna, ale raz wyboldowana, raz rozstrzelona, raz wersaliki (czyli duże litery), a gdzie indziej kapitaliki... Do tego jeszcze kolorystyka; wszędzie litery są czarne, w kontrze – oczywiście białe, a na samym dole – we wszystkich kolorach tęczy. A nawet jeszcze gorzej – bo tęcza ze swoimi kolorami sprawia przynajmniej wrażenie harmonii, a tu jest od Sasa do lasa, a w dodatku zupełnie nie mogę zrozumieć, dlaczego „Nowe Kolekcje” zapisane są dużą literą? Nazwa własna? Czy raczej nieudolna próba dodatkowego (prócz kolorów) wyróżnienia najgłówniejszej z głównych myśli? A przecież kolor czcionki jest (czy raczej – może być) ważnym sygnałem dla odbiorcy; można w ten sposób coś podkreślić, wyróżnić bądź wdać się z odbiorcą w zabawę, polegającą na zaproponowaniu mu odszyfrowania zastosowanego kodu, czyli namówieniu go do próby odgadnięcia, dlaczego ten a nie inny kolor zastosowano w tym a nie innym miejscu. Daję słowo – spędziłem dobry kwadrans aby dojść do wniosku, że w tym konkretnym przypadku kolorystyka czcionek w tekście u dołu, odczytanym przeze mnie jako główna informacja, nie ma żadnego znaczenia i jest czystym zabiegiem formalnym. Który zresztą walnie przyczynił się do zwiększenia stężenia chaosu, nie niosąc żadnej dodatkowej treści. No i warto jeszcze zwrócić uwagę na spory dysonans pomiędzy grafiką a treścią. Hasło-pytanie: „Nie masz co na siebie włożyć?” jednoznacznie kojarzy się z ubiorem. Na zdjęciu są... same buty, więc w sumie dość ważna (szczególnie dla pań) część garderoby, ale na pewno nie zaliczana do kategorii „ubiór”. Przecież „włożyć na siebie buty” brzmi zupełnie idiotycznie... O estetyce prezentowanego na zdjęciu obuwia się nie wypowiadam, bo o gustach się nie dyskutuje w ogóle, a o butach damskich z facetem nie dyskutuje się w szczególe. Ale pokazałem zdjęcie kilku koleżankom i wszystkie zgodnie stwierdziły, że już wiedzą, gdzie NIE IŚĆ, żeby kupić sobie jakieś ładne buty...

« poprzedni   |   następny » « wróć

Komentarz miesiąca

Targi drupa przeniesione!

Messe Düsseldorf odkłada na później wiodące międzynarodowe targi drupa i Interpack. Interpack odbędzie się teraz od 25 lutego do 3 marca 2021 roku, natomiast drupa zostanie przesunięta na 20 do 30 kwietnia 2021 roku.

Czyniąc to, Messe Düsseldorf stosuje się do zalecenia zespołu ds. zarządzania kryzysowego niemieckiego rządu, aby przy ocenie wystąpienia ryzyka podczas ważnych wydarzeń uwzględniać zasady Instytutu Roberta Kocha.

Reklama